|
Rośnie bieda w Polsce Klęska polskich reform
Ciągle słyszymy o sukcesie polskich reform gospodarczych i o wzroście, do którego one doprowadziły.
Okazuje się jednak, że w Polsce rosną obszary biedy, a inne byłe kraje byłego bloku wschodniego rozwijają się szybciej.
W połowie stycznia br. Bank Światowy przedstawił raport "Wzrost, ubóstwo i nierówność w krajach Europy Wschodniej i byłego ZSRR". Wynika z niego, że Polska i Gruzja są jedynymi krajami w badanym regionie, w których w latach 1998-2003 wzrosła liczba ludzi ubogich.
Autorzy raportu przyjęli za granicę ubóstwa 2, 15 dol. dziennie. Według raportu w krajach Europy Wschodniej i byłym ZSRR w latach 1998-2003 liczba osób żyjących poniżej tej kwoty dziennie spadła o 40 mln osób (do 61, 2 mln osób)- z 20 do 12 proc. mieszkańców regionu.
W Polsce jest jednak inaczej, poziom ubóstwa rośnie, pomimo wzrostu gospodarczego, o którym tyle się słyszy. W 2003 r. 3 proc. Polaków, czyli około 1, 15 mln osób, żyło za mniej niż 2, 15 dol. dziennie. W porównaniu z 1998 r. nastąpił wzrost ilości biednych o 1 proc., czyli o ponad 380 tys. ludzi. Obecnie za dolara trzeba zapłacić około 3,3 złotego, co oznacza, żi zdaniem BŚ granica ubóstwa (2,15 dolara) w Polsce to 7,09 złotego dziennie. Licząc średnio 30 dni w miesiącu daje to kwotę 212,85 zł.- za taką kwotę musi w Polsce przeżyć aż 1,15 mln osób- w roku 1998 było to 760 tys.
Raport BŚ podaje również, że w 2003 r. 25 proc. Polaków żyło za mniej niż 4, 3 dol. dziennie. Policzmy; 4,3 dolary po 3,3 złote daje nam 14,19 złotego dziennie, licząc razy 30 dni w miesiącu wychodzi nam kwota 425,7 złotych. Za tyle co czwarty Polak musi przeżyć miesiąc- wliczając w to opłaty za mieszkanie, energię, wodę, wyżywienie i ubranie. Jeśli weźmiemy pod uwagę średnią, czteroosobową rodzinę to biorąc pod uwagę te wyliczenia, musi ona wyżyć za 1702,8 złotych miesięcznie.
a w Tadżykistanie jest gorzej
Jak wynika z analiz Banku Światowego bieda w Polsce stale rośnie, obejmując swoim zasięgiem kolejne setki tysięcy osób. W tym samym czasie kolejne rządy i ekonomiści cieszą się ze wzrostu gospodarczego i kolejnych rekordowych wyników na warszawskiej giełdzie. Tak jak rosną giełdowe wskaźniki, tak też rośnie w Polsce bezrobocie- na początku 1998 roku wynosiło ono 10,7 proc., a obecnie już ponad 19 proc.
Z raportu Banku Światowego wynika, że w Polsce bieda wywołana jest głównie rosnącą różnicą pomiędzy tymi, którzy pracę mają, a tymi, którzy jej nie posiadają. Autorzy raportu zwracają uwagę na inne negatywne zjawisko polskich reform - nie zmniejsza się liczba tzw. biednych pracujących, czyli ludzi, którzy mimo stałego zatrudnienia zarabiają zbyt mało, żeby zaspokoić swoje potrzeby, zarabiają oni nie więcej niż 700 zł na rękę miesięcznie. Takie osoby często muszą starać się o pomoc z opieki społecznej. Liberałowie są z tego stanu jednak zadowoleni, bo zarobki 700 złotych miesięcznie oznaczają niskie koszty pracy dla pracodawcy, a jak wmawia nam liberalna propaganda, wysokie koszty pracy, to jedna z głównych przeszkód rozwoju gospodarczego Polski. Najlepiej więc byłoby gdyby większość Polaków zarabiała po 700 złotych miesięcznie na rękę, poza oczywiście cenionymi fachowcami i specjalistami z ekonomii i politycznego marketingu, którzy mogą zarabiać np. 70 tysięcy złotych miesięcznie.
Bank Światowy to jedna z ulubionych instytucji liberałów więc nie bardzo wypada im krytykować ustalenia raportu o biedzie w krajach byłego bloku wschodniego. Dlatego trzeba było znaleźć inny fortel, żeby pokazać, że tak naprawdę w Polsce jest całkiem dobrze, jeśli nie po prostu super. Sprytny zabieg zastosowała więc Gazeta Wyborcza, która porównała wskaźniki biedy Polski i... Tadżykistanu! Tam co prawda ilość osób żyjących w nędzy spadła (w Polsce wzrosła) ale i tak powinniśmy się cieszyć, bo w nędzy żyje nadal aż 74 proc. mieszkańców Tadżykistanu. Świetnie! Okazuje się więc, że nie ma co marudzić, że w Polsce rośnie bieda, bo u nas żyje w niej zaledwie kilka procent a w Tadżykistanie prawie 3/4 społeczeństwa. Komentatorzy z Gazety Wyborczej nie błysnęli jednak intelektem, przecież można znaleźć biedniejsze kraje niż Tadżykistan. Można powiedzieć np., że w wyniku prawie 16 lat budowania kapitalizmu prześcignęliśmy poziom życia wielu krajów o ugruntowanej gospodarce kapitalistycznej jak np. Bangladesz czy Mali.
Zamiast zestawiać dane gospodarcze i społeczne Polski i Tadżykistanu, kraju o niemal całkowicie odmiennych uwarunkowaniach, należy porównywać dane Polski i krajów Europy. Tutaj okazuje się, że Polska jest jednym z najbiedniejszych państw Unii. Wiadomo, że trudno nam się porównywać pod względem bogactwa z mieszkańcami Luksemburga czy państw Skandynawskich, ale porównanie z innymi państwami z byłego bloku wschodniego, które obecnie są członkami Unii Europejskiej. Wtedy to porównanie wypada dla Polski niemal tragicznie. Np. na Węgrzech poniżej 2, 15 dolara dziennie w 2003 r. żyło tylko 0, 4 proc. mieszkańców- w Polsce 1,15 proc.
W tym samym czasie, gdy Bank Światowy przedstawiał swój raport opublikowano dane dotyczące poziomu zamożności społeczeństw państw Unii Europejskiej. Raport taki przedstawił unijny urząd statystyczny, Eurostat. Z jego informacji wynika, że średni poziom zamożności w Polsce stanowi około 51,3 proc. średniego poziomu zamożności w Unii Europejskiej. Liberałowie odtrąbili to jako sukces, ponieważ w roku 1989 średnio poziom zamożności w Polsce był mniej więcej dwa razy mniejszy i stanowił około jedną czwartą poziomu zamożności państwa Europy zachodniej. Pod względem zamożności statystycznie doganiamy więc kraje Zachodu. Niby fajnie. O wiele mniej fajnie jest, gdy przyjrzymy się dokładnie danym podanym przez Eurostat- wynika z nich, że Polska jest drugim państwem pod względem niskich dochodów w Unii- mniejszy poziom życia jest tylko na Łotwie. We wszystkich innych państwach byłego bloku wschodniego, które weszły do Unii, jest wyższy poziom życia niż w Polsce- na Litwie (stanowi 53,3 proc. średniego poziomu unijnego), nawet na Słowacji (55,9 proc. średniej unijnej) oraz w Estonii i Węgrzech. W sąsiednich Czechach średni poziom życia wynosi 74,7 proc. średniego poziomu unijnego i jest już wyższy niż średni poziom w jednym ze starych państw UE- Portugalii. Także w Słowenii jest wyższy poziom życia niż w Portugalii.
Okazuje się więc, że w porównaniu z Tadżykistanem, Polska może i jest bogatsza (czy raczej mniej biedna), ale w Unii Europejskiej Polacy zdecydowanie należą do najbiedniejszych społeczeństw- biedniejsi są tylko mieszkańcy Łotwy.
Dwa światy,
dwie Polski
Sfery rządzące w Polsce i ich zaplecze- a więc politycy, ekonomiści, politolodzy i socjolodzy, dziennikarze z największych mediów skupieni są wokół kilku bogatych ośrodków, z Warszawą na czele. Stanowią oni jedną z grup, która najbardziej skorzystała na liberalnych przemianach gospodarczych, swoją wiedzę o Polsce i Polakach czerpią tylko ze wskaźników i suchych danych statystycznych, a na polską rzeczywistość patrzą przez pryzmat sytuacji w jakiej się sami znajdują. To oczywiście prowadzi do ewidentnych przekłamań. W Warszawie np. średni poziom życia jest wyższy niż unijna średnia- ale Warszawa to tylko ułamek Polski. W tej samej Warszawie są duże obszary biedy, są tysiące osób zmuszone korzystać z opieki społecznej. Pomiędzy bogatą częścią Warszawy, a np. tzw. ścianą wschodnią, która została zaliczona do najbiedniejszych obszarów Unii Europejskiej, jest większa przepaść w poziomie i jakości życia niż pomiędzy bogatą Warszawą a bogatymi częściami Londynu, Paryża czy Frankfurtu.
Większość polskich polityków reprezentuje tylko tę bogatą część Warszawy i kilku innych miejsc w Polsce, zupełnie zapominając o biednych regionach, gdzie obszary biedy są coraz większe. To są dwa różne światy, które dowiadują się o sobie tylko z telewizji i gazet. Dlatego, gdy jedni pasjonują się wzrostem gospodarczym i kolejnymi rekordami na giełdzie inni zastanawiają się, jak przeżyć dzień za 7 złotych dziennie, czyli 212 zł. miesięcznie.
Jak widać z danych Banku Światowego i Eurostatu na przemianach politycznych i gospodarczych w ostatnich kilkunastu latach w Polsce skorzystała tylko część polskiego społeczeństwa, dla wielu Polaków te przemiany oznaczały pogorszenie sytuacji życiowej. Oczywiście nie ma co spodziewać się, że nagle polskie elity władzy zmienią politykę i zaczną interesować się sytuacją życiową zwykłych obywateli. Bardziej prawdopodobne jest odkrycie skomplikowanych form życia na Marsie. Żeby zmienić kierunek przemian politycznych i gospodarczych w Polsce na taki, żeby korzystali na nich pracownicy przedsiębiorstw produkcyjnych, firm usługowych, pracownicy budżetówki i rolnicy trzeba odsunąć od władzy obecne elity. Panuje opinia, że są one nieudolne. To uproszczenie, gdy chodzi o zadbanie o ich interesy wtedy są skuteczne, gdy trzeba zadbać o interes pracowników, to wtedy okazuje się, że nic nie można zrobić.
O interesy pracowników mogą zawalczyć i zadbać tylko sami pracownicy, zestawienia podane przez Bank Światowy i Eurostat pokazują, że pracownicza inicjatywa jest w Polsce konieczna.
Zygmunt Goldberg
źródło: kurier.wzz.org.pl
|